Ruminacje. Słowo nieco obco brzmiące, które w pierwszym odruchu może nam się kojarzyć z medytacją, rozmyślaniem lub specjalistycznym terminem, który niechybnie opisuje coś złożonego i bardzo poważnego. I to w zasadzie trafne skojarzenie. Ruminacje są jak ktoś, kto wciąż za nami stoi i powtarza do znudzenia te same frazy, przywołuje znajome obrazy, przypomina nie zawsze chętnie przywoływaną historię. W procesie zdrowienia z uzależnienia (szczególnie z uzależnienia od alkoholu) ruminacje potrafią być niczym echo w górach, które wraca, odbija się, nakłada na siebie, i w końcu nie umiemy już odróżnić, co jest dźwiękiem pierwotnym, a co tylko jego powtórzeniem.

Czym więc są? Ruminacje to powracające myśli, nieustanne rozważania nad tym, co było, co mogło być inaczej, co zostało zniszczone, albo co gorsza stracone. To swoista pętla, w której umysł próbuje znaleźć sens, ale często zamiast niego bezustannie przeżywa wydarzenia raz za razem od początku, smakując w szczególności ból i potęgując poczucie winy oraz wstydu.

Ruminacje nie zawsze są wrogiem. Można powiedzieć, że przypominają ogień – mogą ogrzać, ale mogą i spalić. Z jednej strony niosą możliwość refleksji, zrozumienia mechanizmów własnych zachowań, przyjrzenia się błędom, które już nigdy nie muszą zostać powtórzone. To dzięki nim człowiek uczy się dostrzegać, że każda decyzja niesie konsekwencje. To one mogą stać się momentem zatrzymania, chwilą świadomości, która otwiera drogę do zmiany.

Tyle, że drugie oblicze ognia jest niebezpieczne. Ruminacje mogą stać się więzieniem, w którym powtarzane obrazy i słowa zamieniają się w kajdany. Kiedy zamiast konstruktywnej refleksji zaczynają karmić poczucie winy, wtedy nie budują lecz niszczą, a wtedy musimy w dwójnasób zachowywać ostrożność, żeby nie przywołać nawrotowych zachowań. Poczucie winy, kumulowane i pielęgnowane, potrafi być bardziej destrukcyjne niż same czyny, które je wywołały. Bo winy nie można unieważnić, ale można nauczyć się żyć bez wchodzenia z nią w codzienny dialog.

Jak więc nie dać ruminacjom zdominować naszych myśli i odczuć? Sprawdzoną metodą panowania nad nimi jest uważność – świadome zauważenie, że dana myśl wraca, że ma formę powtórzenia, a nie odkrycia. To moment, w którym można powiedzieć sobie: „to tylko echo, odbicie przeszłości”. Z własnych doświadczeń rekomenduję także nadawanie ruminacjom granic. Kiedy wiem, że nie zdołam ich uniknąć, pozwalam sobie na kilkanaście minut refleksji, na zapisanie myśli, a potem świadomie staram się zamknąć ten etap dnia i skierować uwagę ku działaniu, które przynosi ukojenie i odwraca uwagę – rozmowie, lekturze, działaniu, praktyce oddechu, muzyce, aktywności fizycznej. Możliwości są niemal nieograniczone nawet, jeśli jestem zupełnie sam.

Czasem też warto pamiętać, że myśli nie muszą być naszymi przewodnikami. Mogą być gośćmi. A goście przychodzą i odchodzą. Nie trzeba ich zatrzymywać, podsuwać im krzesła i nakrywać stołu. Czasem wystarczy zauważyć, że przyszli – i pozwolić im odejść.

Ruminacje są częścią procesu zdrowienia, ale nie muszą być jego centrum. Mogą stanowić tło, nie scenę główną. Mogą być lustrem, w którym widzimy swoje rany, ale także swoje siły. Mogą przypominać, że droga była trudna, ale jednocześnie pokazywać, że wciąż idziemy – krok po kroku, dzień po dniu.

Najważniejsze, by nie pozwolić, by echo zagłuszyło ciszę, w której rodzi się nowa jakość życia. Bo zdrowienie nie polega na tym, by bez końca wracać do przeszłości. Polega na tym, by tę przeszłość przyjąć i – pomimo jej ciężaru – uczyć się wybierać teraźniejszość.

Jeżeli zmagasz się z przeszłością, masz ochotę zmierzyć się z nieznośną teraźniejszością albo zwyczajnie potrzebujesz pomocy i wsparcia, jesteśmy tu dla Ciebie. Zadzwoń lub napisz, nie wahaj się, wspólnie możemy pokonać każdą przeszkodę.