Wyobraź sobie, że wyszedłeś z pożaru. Obolały, okopcony, ale żywy. Nowy dzień, nowe powietrze, nowa szansa. A potem… ktoś podsuwa Ci zapałki. Tylko jedną paczkę, są maleńkie i wyglądają bardzo niepozornie. „Spokojnie, tylko je potrzymaj”. Znasz ten scenariusz? Ja znam. Za dobrze.
Po terapii uzależnienia – zwłaszcza alkoholowego – powrót do tzw. kontrolowanego picia to pokusa, która przychodzi cicho, bezszelestnie. Prawie jak stary znajomy, który dzwoni bez zapowiedzi i mówi: „Ej, może kawa? No dobra, może wino?”
Ale nie ma kawy. Jest wino. Jest alkohol. I jest powrót.
To, co czasem (często? Najczęściej!) uporczywie wypieramy z naszych myśli – staje się coraz bardziej oczywiste: po terapii nie powraca się do spożywania substancji psychoaktywnych. Nawet trochę. Nawet „tylko w wakacje”. Nawet lampka wina przy uroczystej okazji.
Bo to nie kara. To nie ograniczenie.
To wolność. Ale nie „wolność od alkoholu”.
To wolność do życia.
„Kontrolowane picie” to oksymoron. Jeśli masz za sobą terapię – wiesz, że Twoja relacja z alkoholem nie jest jak relacja z kolegami z liceum, którą można odświeżyć raz na dekadę. To bardziej jak toksyczny związek, z którego trzeba się wyzwolić – w całości, raz na zawsze. W podejmowanej terapii mówimy o schematach automatycznych i błędnych przekonaniach. Jednym z nich jest: „Skoro wytrzymałem rok (miesiąc, tydzień – czasem skracamy te okresy), to znaczy, że teraz już mogę pić normalnie”.
Nie, nie możesz. Bo Twoje „normalnie” nie istnieje. Nie istniało. I nie zmaterializuje się, tylko dlatego, że odliczysz miesiące bez substancji i postanowisz, że „jedno piwko przy grillu” to nie regres.
Dwa wymiary wolności
Isaiah Berlin, filozof wolności, pisał o dwóch jej wymiarach: wolności od i wolności do. W uzależnieniach zbyt długo skupiamy się na tej pierwszej:
- „Nie mogę pić”
- „Nie wolno mi się napić”
- „Muszę się powstrzymywać”
A gdyby tak zmienić perspektywę?
- Nie piję, bo nie muszę już znosić kaca.
- Nie piję, bo wolno mi czuć, przeżywać i płakać bez znieczulenia.
- Nie piję, bo mam prawo być obecny w swoim życiu – naprawdę, całkowicie.
To jest wolność DO.
Do relacji, świadomości, obecności i prawdy. Do siebie.
Uzależnienie nie jest demokracją. Nie głosujesz w nim za nowym systemem. Jeśli głosujesz – to tylko poprzez działanie. Odchodząc, zostając – po prostu decydując. Bycie trzeźwym to nie jest stan przejściowy. To nowy styl życia. To jak nauczenie się nowego języka – na początku niezgrabnie, powoli, z błędami. Ale potem: poezja. Zwykły dzień, który nie musi być „poprawiony”. Rozmowa, która nie musi być „rozluźniona”. Ciało, które nie musi być „zapomniane”.
Tylko prawda. I Ty!
Zobacz inne artykuły
Pierwszy dzień Nowego Roku. Albo kolejny dzień wolności
Jest 1 stycznia. Świat budzi się do życia powoli i ostrożnie, przyciężki od sylwestrowej nocy. Media społecznościowe przepełnione są noworocznymi postanowieniami, a w powietrzu wisi atmosfera nowego otwarcia i świeżego startu. Zupełnie jakby zmiana kartki w kalendarzu...
Ruminacje w procesie zdrowienia – echo, które czasem mówi zbyt głośno
Ruminacje. Słowo nieco obco brzmiące, które w pierwszym odruchu może nam się kojarzyć z medytacją, rozmyślaniem lub specjalistycznym terminem, który niechybnie opisuje coś złożonego i bardzo poważnego. I to w zasadzie trafne skojarzenie. Ruminacje są jak ktoś, kto...
Dlaczego kłamiemy, kiedy jesteśmy uzależnieni? Psychologiczna podróż przez mrok i cień
Dlaczego kłamiemy, kiedy jesteśmy uzależnieni? Psychologiczna podróż przez mrok i cień Był sobie pewien człowiek – nazwijmy go Adam. Miał dom, miał rodzinę, miał pracę. Na pierwszy rzut oka wszystko było w porządku. Ale Adam nosił w sobie tajemnicę – małą, ledwie...


