Piątkowy wieczór. Siedzisz samotnie w domu zastanawiając się nad tym, jak go spędzić. Za oknem miasto zaczyna pulsować weekendowym rytmem, a Ty nie wiedzieć czemu czujesz nostalgię. Pamiętasz tamte piątki – gdy spotykaliście się ze znajomymi w pubie, śmialiście się do łez, rozmowy toczyły się do białego rana, wszystko było lżejsze, prostsze, bardziej kolorowe. Pamiętasz to uczucie rozluźnienia po pierwszym kieliszku, tę ulgę, jakby ktoś wyłączył wszystkie alarmy w głowie. Pamiętasz siebie jako osobę pewną siebie, zabawną i błyskotliwą. Nie ma mocnych, żeby nie pojawiła się myśl: “I komu to przeszkadzało? Może odrobinę przesadzam z tą całą abstynencją, purytanizmem i ascezą? W końcu nie było aż tak źle, prawda?”

Cóż. To nie jest wspomnienie, tylko szkodliwa iluzja, którą Twój mózg skrupulatnie dla Ciebie przygotował. Kłamstwo opakowane w złoty papier nostalgii. Wiem, bo też tak mam. Na szczęście nie nazbyt często, bo to byłaby nierówna walka. Na szczęście na tyle często, żeby nie tracić przytomności i zdrowego rozsądku. Jeśli nie nauczymy się rozpoznawać tego mechanizmu, te sfabrykowane wspomnienia będą piły za nas – dzień po dniu podważając naszą abstynencję, aż w końcu przekonają Ciebie i mnie, żeby wrócić do starych, dobrych czasów, które nigdy tak naprawdę nie istniały. To byłoby najgorsze “przekonałeś” w historii. Jedyne prawdziwie niezabawne.

Pamięć nie działa jak zapis kamery dokumentalisty. To nie obiektywny zapis rzeczywistości, którą możemy w każdej chwili odtworzyć bez zniekształceń. Pamięć to raczej artysta-fałszerz, który maluje obrazy na podstawie fragmentarycznych szkiców, dokładając kolory według swojego uznania. I gdy chodzi o uzależnienie, ten artysta ma bardzo specyficzne preferencje – lubi malować w żywych odcieniach, pomijając cienie i mroczne plamy.

Neurobiologia wyjaśnia to zjawisko dość brutalnie: mózg uzależnionego został przeprogramowany tak, żeby priorytetowo zapamiętywać wszystko, co związane z nagrodą; w tym przypadku z alkoholem. Działanie układu dopaminergicznego sprawia, że momenty związane z piciem są w pamięci podświetlone, wyróżnione, oznaczone jako „ważne” i „przyjemne”. Jednocześnie negatywne konsekwencje – kac, wstyd, kłótnie, stracone dni – są zapisywane w innych obszarach mózgu, bez tej emocjonalnej kolorystyki. W rezultacie, gdy po miesiącach lub latach trzeźwości sięgasz do wspomnień, to co łatwo przychodzi Ci na myśl, to właśnie te podświetlone, złote fragmenty. Reszta pozostaje w cieniu.

Daniel Kahneman, psycholog i noblista, opisał zjawisko, które nazywa „tyranią pamiętającego ja”. Nasze decyzje i oceny przeszłości są kształtowane przez wadliwą pamięć, a nie przez faktyczne, chwilowe doznania. Mamy dwa aspekty osobowości: doświadczające ja (żyjące chwilą obecną) oraz pamiętające ja (podsumowujące przeszłość), przy czym to drugie narzuca swoją interpretację, ignorując realia doświadczeń. To dlatego możesz pamiętać genialny wieczór z przyjaciółmi, gdy byliście w świetnym nastroju do trzeciej w nocy, ale kompletnie wymazujesz z pamięci to, że przez następne dwa dni nie mogłeś wstać z łóżka i kolejno odznaczałeś kolejne upokorzenia. Wspominające ja nie interesuje się średnią z całego doświadczenia – chce tylko tych błyszczących momentów. I te właśnie momenty wykorzystuje przeciwko Tobie, gdy próbujesz pozostać w trzeźwości.

Problem z romantyzowaniem przeszłości polega na tym, że tworzy ona konkurencję dla teraźniejszości. Gdy patrzysz na swoje obecne życie – zwyczajne, czasem nudne, bez ekstremalnych stanów – i porównujesz je z wyidealizowanymi wspomnieniami pełnymi intensywności, teraźniejszość zawsze przegrywa. To jak porównywanie rzeczywistej osoby z jej starannie wyretuszowanym zdjęciem na Instagramie. Tylko że to Ty stajesz się twórcą tego retuszu. Twój mózg usuwa z pamięci wszystkie niedoskonałości, wszystkie straszne konsekwencje, wszystko co bolało, i pozostawia tylko to, co przywołuje uśmiech, tęsknotę i pamięć euforycznych odczuć. A potem dziwisz się, dlaczego trzeźwość wydaje Ci się taka szara… Hmm. Czy teraz łatwiej zrozumieć dlaczego?

Jak walczyć z tymi zmanipulowanymi wspomnieniami? Jak nie dać się zwieść nostalgii, która szepcze, że „wtedy było lepiej”? Jest wiele ciekawych i w dodatku przyjemnych i angażujących form, które mogę Ci podpowiedzieć. Prowadź dziennik. Zacznijmy od właśnie tej aktywności. Pozostajesz w abstynencji, zapisuj zatem całą prawdę o tym, dlaczego podjąłeś decyzję o zmianie. Nie ogólniki w rodzaju „piłem/piłam za dużo”, ale konkretne sytuacje, które bolały. Konkretne straty, konkretny wstyd i konkretny strach. Gdy przyjdzie moment tęsknoty, przeczytasz to i zobaczysz pełny obraz, nie tylko wyretuszowaną wersję.

Po drugie: testuj swoje wspomnienia. Gdy pojawia się myśl „kiedyś było fajnie”, zadaj sobie pytanie: co było po tej fazie? Jak wyglądał następny dzień? Następny tydzień? Czy ta „frajda” była warta konsekwencji? Rozszerz kadr. Nie patrz tylko na moment euforii – zobacz cały film. Albo zbuduj nowe wspomnienia. Prawdziwe, pełne i tym razem bez retuszu. Takie, które nie będą Cię zawstydzać, których nie będzie potrzeby wymazywać ani idealizować. To wymaga czasu i cierpliwości, bo życie w trzeźwości nie daje natychmiastowych fajerwerków emocjonalnych, do których przyzwyczaił Cię alkohol. Ale te nowe wspomnienia będą Twoje – prawdziwe, autentyczne, bez dziur w pamięci i bez wstydu.

I wreszcie porada, która może wydać Ci się trywialna, ale jest sprawdzoną formą przez miliony (tak, tak – jest nas bardzo wiele!!) osób, które uporały się ze swoimi demonami. Szukaj wsparcia. Rozmawiaj z ludźmi, którzy przeszli przez to samo, którzy rozumieją mechanizm nostalgii i potrafią przypomnieć Ci prawdę, gdy Twoja pamięć zacznie kłamać. Terapeuta, grupa wsparcia, zaufany przyjaciel – ktokolwiek, kto może być Twoim zewnętrznym dyskiem twardym, przechowującym pełną wersję Twojej historii.

Zadzwoń, napisz, przyjedź. Jesteśmy tu, żeby pomóc Ci zobaczyć pełny obraz, a nie tylko te podświetlone fragmenty. Żeby przypomnieć Ci prawdę, gdy pamięć zacznie kłamać. Zmiana jest możliwa. Trwanie w niej też. I warto – nawet gdy wspomnienia próbują pić za Ciebie.